Kolejne rozważania dotyczące uzależnienia jako choroby i jej cech, mechanizmów itp. chciałbym zostawić trochę z boku i przyjrzeć się bardziej temu do czego dąży osoba, która chce zerwać z nałogiem.
Większości osób wydaje się, że jeśli przestanę pić wszystko inne wróci do normy, będę zdolny się czuć, myśleć, zachowywać zdrowo – tak jak kiedyś zanim pojawił się alkohol. Większość osób zakłada, że samo powstrzymywanie się od picia czyli abstynencja do tego wystarczy. Wystarczy do tego bym mógł prowadzić życie zadowalające mnie i moją rodzinę, bym mógł poczuć się szczęśliwy.
Zagłębiając się w temat skutków uzależnienia, czytając chociażby opisy objawów, mechanizmów uzależnienia i ich konsekwencji czy faz zdrowienia wiemy już że jest to tylko pobożne życzenie albo element myślenia życzeniowego, które zwalnia z podejmowania działań i często kończy się powrotem do czynnego uzależnienia.

Dlatego też ważne jest uporządkowanie wiedzy na temat tego jak ma wyglądać moje zdrowienie, z czym muszę się liczyć, na co nastawić, a żeby odpowiedzieć sobie na te pytania, podstawą jest próba określenia: Co to jest ABSTYNENCJA i co oznacza TRZEŹWIENIE.
Przynajmniej dla części osób na początku terapii oznacza to to samo, nie widzą różnicy lub też ustawiają to sobie w takiej kolejności, że trzeźwienie jest wtedy gdy mam kaca i mój organizm fizycznie trzeźwieje, więc usuwa z organizmu alkohol. Gdy to zrobi to jestem trzeźwy, wtedy mogę utrzymywać abstynencję i cieszyć się trzeźwością.
Anonimowi Alkoholicy rozróżniają dwa stany występujące po rozpoczęciu abstynencji. Bycie „suchym alkoholikiem” oraz bycie „trzeźwiejącym alkoholikiem”.
„Suchy” oznacza samą abstynencję przy jednoczesnym zatrzymaniu się na etapie koncentracji na alkoholu oraz iluzorycznym poczuciu, że on już mnie nie dotyczy, kontakt z nim nic mi nie robi, mogę polewać, brać udział w imprezach alkoholowych bo przecież postanowiłem, że nie piję. „Suchy alkoholik” oznacza człowieka, który przestał wprowadzać do organizmu alkohol lecz wszystkie mechanizmy uzależnienia, dawne pijane zachowania, nawyki, przyzwyczajenia zostały.
Często dochodzi do sytuacji, że uzależniony pijąc unikał odpowiedzialności za pełnienie różnych ról i podejmowanie działań, oszukiwał, kłamał, kradł, nie radził sobie z emocjami, był wybuchowy, agresywny a po odstawieniu alkoholu niewiele się zmienia w tych zachowaniach. Mało tego bardzo często im dłuższa abstynencja uzależniony staje się coraz bardziej drażliwy, wybuchowy, nieznośny dla otoczenia. Jeśli wcześniej alkohol służył mu do regulacji emocji, odcinania się od nich a teraz został on mu odebrany to te emocje, których jest dużo biorąc pod uwagę nadwrażliwość uzależnionego ciągle szukają gdzieś ujścia. Staje się czepliwy, agresywny, nieznośny dla bliskich i otoczenia i bardzo często wtedy słyszy: „już lepiej chyba było jak piłeś, przynajmniej cię nie było, zasnąłeś i był święty spokój a teraz nie idzie z tobą wytrzymać.”

Albo też gdy pijąc uzależniony unikał wypełniania różnych obowiązków, nie było go w domu bo pił lub spędzał czas z kolegami albo gdy był pod wpływem nie było z nim o czym rozmawiać, tak teraz gdy tylko nie pije, aby odwrócić uwagę albo ucieka w pracę albo angażuje się w swoje niepicie tak bardzo, że nadal nie ma go w domu, bo 3 razy w tygodniu chodzi na mityngi, spotyka się w Klubie Abstynenta, chodzi na terapię i jest przekonany, że wszystko jest ok bo „przecież nie piję”. Lecz bliskim często nie odpowiada taki sposób życia bez alkoholu bo jak wcześniej go nie było w domu, w relacji, w potrzebie z powodu picia tak teraz dalej go nie ma i nie można na niego liczyć, bo całą swoja uwagę poświęca temu żeby nie pić.
Tak więc jak widać TRZEŹWIENIE to nie tylko nie picie TRZEŹWIENIE to ZMIANA! Wprowadzanie zmian tak naprawdę w każdym obszarze swojego życia i funkcjonowania. Abstynencja jest tutaj nieodzownym fundamentem i warunkiem trzeźwienia lecz sama nic nie zmienia, nie wystarcza by zdrowieć.
Bycie TRZEŹWYM odnosi się do ZMIANY jakości i treści życia w sferze psychicznej, wartości, potrzeb, celów i zadań życiowych. To zmiana sposobu myślenia, przeżywania, to odzyskanie szacunku do siebie, świadomość swoich potrzeb, celów życiowych, wartości, to budowanie empatii i poprawa relacji z innymi ludźmi.
Czyli po pierwsze trzeźwiejący aby zdrowieć musi rozpoznać u siebie dawne destrukcyjne myśli, zachowania i schematy, zacząć z nich wychodzić i uczyć się nowych. Wypracowywać nowe, konstruktywne nawyki, powracać do dawnych zainteresowań, właściwych postaw itp.

Trzeźwienie więc wymusza pracę nad sobą i samorozwój bo bez tego uzależniony powróci do nałogu. Dlatego też często uzależnieni po pewnym czasie mówią, że są szczęściarzami bo ta choroba zmusiła ich do wprowadzenia tak wielu dobrych zmian w swoim życiu, sprowokowała podjęcie wysiłku samorozwoju, którego efekty dają ogromną satysfakcję uzależnionemu i jego otoczeniu. W momencie gdy dochodzą w swoim trzeźwieniu do tego punktu często przychodzi pokusa myślenia, że w takim razie ja już wyzdrowiałem, nie jestem, już uzależniony.
Nawet niektórzy „eksperci” wypowiadają się w tym tonie twierdząc, że nie należy obciążać uzależnionych etykietą tej choroby na całe życie bo można z niej wyzdrowieć. Lecz tutaj niestety jest pułapka i trzeba odróżnić to że uzależniony może prowadzić satysfakcjonujące życie bez alkoholu i może on nie być mu już nigdy do niczego potrzebny lecz to nie oznacza, że wyzdrowiał ponieważ zdolność do towarzyskiego i kontrolowanego picia czy zażywania traci się raz na całe życie i gdyby chciał wrócić do tego to najprawdopodobniej wcześniej czy później źle się to dla niego skończy. A jest to choroba nawrotów, który to nawrót nie polega tylko na wypiciu alkoholu tak jak zdrowienie nie polega tylko na utrzymywaniu abstynencji.
Nawrót to stopniowe, często długotrwałe powracanie do dawnych schematów funkcjonowania, jakby odwracanie tych zmian, które wprowadziłem w procesie zdrowienia. Np uzależniony zaczyna się przepracowywać, coraz mniej czasu spędza z rodziną, jest bardziej napięty, wybuchowy, zaniedbuje obowiązki, wchodzi w konflikty. W sferze emocjonalnej trzeźwiejący będący w nawrocie powraca do nałogowych schematów tj. impulsywności, zachowań kompulsywnych, zamykania się w sobie, nadwrażliwości emocjonalnej i wielu innych. Jednocześnie w sferze poznawczej jest przekonany o niezłomności swojej decyzji o abstynencji, jest pewny siebie w tym względzie co jest pierwszym krokiem do jej złamania.
Proces nawrotu może się zacząć w wyniku pojawienia się wielu różnych czynników wpływających na stabilne dotąd funkcjonowanie. Może się to zdarzyć na każdym etapie utrzymywania abstynencji, pomimo dokonanych wcześniej zmian i często długoletniego satysfakcjonującego życia na trzeźwo. Więc z takiej perspektywy widać, że jest to choroba na całe życie i nic w 100 procentach nie zabezpiecza przed jej nawrotem.
Bezpieczniej dla samego uzależnionego jest więc przyjąć tezę popartą niemal 100 letnim doświadczeniem Anonimowych Alkoholików, że trzeźwieje się do końca życia, że cały czas trzeba być czujnym bo licho nie śpi, choroba też nie śpi a gdzieś usłyszałem stwierdzenie że jest to najbardziej cierpliwa choroba, która potrafi poczekać 5,10,15 lat by znaleźć dojście, słabszy moment i powrócić.
Aby to uznać należałoby popracować również nad sferą duchową, która pozwala nauczyć się pokory nie tylko wobec uzależnienia ale wobec życia, innych ludzi, pozwala nabrać dystansu do własnego ego, które tak jak u nałogowca podpowiada, że to TY masz WSZYSTKO pod kontrolą. A właśnie rozwój duchowy, który jest również elementem trzeźwienia pozwala nie umieszczać SIEBIE w centrum wszechświata, uznać że są siły większe niż ja sam i powoli puszczać kontrolę, uznać bezsilność wobec uzależnienia i doświadczyć tego że to paradoksalnie dostarcza ogromnej mocy w trzeźwieniu i pozwala odzyskać kontrolę nad swoim życiem.
Dlatego w AA nie mówi się o wytrzeźwieniu tylko o trzeźwieniu jako procesie, który się toczy do końca życia. Nie trzeźwy ale trzeźwiejący alkoholik, narkoman to osoba, która odzyskała kontrolę nad własnym życiem. Tak więc uzależniony może „pogodzić” się ze swoją chorobą, którą ma do końca życia. W sensie takim, że jej mechanizmy, schematy są jakby uśpione lecz mogą się zacząć uaktywniać w każdej chwili a przy zwiększonym poziomie pychy i samozadowolenia można tego nie zauważyć będą święcie przekonanym że ma się nad nią pełną kontrolę.

Podoba mi się porównanie trzeźwienia do sytuacji wchodzenia po schodach, które prowadzą w górę ku coraz lepszemu życiu. Lecz te schody są ruchome, jadą w dół i aby cały czas być wyżej i nie zjechać z powrotem na dół należy cały czas iść, pracować nad sobą. Osoba która uznaje że wytrzeźwiała, że jest zdrowa staje w miejscu i zaczyna się proces nawrotu, powoli zjeżdżam coraz niżej.
Co najciekawsze zjeżdżając coraz niżej ciągle jestem w przekonaniu że jestem na tym samym stopniu do którego doszedłem i nic złego się nie dzieje, bo nie mam myśli o wypiciu ani chęci, absolutnie nie biorę tego pod uwagę. Lecz po pewnym czasie stojąc na tym samym stopniu nie zauważam, że zjechałem już prawie na sam dół. Przestaję dbać o siebie, przepracowuję się, jestem zestresowany, napięty, impulsywny, wchodzę w zachowania kompulsywne i nałogowe. Wracam do schematów nałogowej regulacji emocji tylko zamiast alkoholu używam do tego np. złości, jedzenia, słodyczy, papierosów. Bardzo często w takiej sytuacji do końca mam głębokie przekonanie że jestem trzeźwy i nic mi nie grozi.
Często zgłaszają się do terapeuty takie osoby i mówią nie wiem jak do tego doszło. To był moment sięgnąłem wypiłem i nawet nie wiem jak to się stało i dlaczego. Potem gdy analizujemy co działo się w ostatnich tygodniach, miesiącach czasami latach okazuje się że dokładnie można prześledzić drogę zjeżdżania ruchomymi schodami i zobaczyć mnóstwo sygnałów stopniowego odchodzenia od trzeźwienia, zaniedbań które się pojawiały a które były niezauważone, zbagatelizowane. Jednak u każdego kto powrócił do czynnego uzależnienia pojawia się zawsze jedna postawa – brak pokory, pycha, pewność siebie, przekonanie, że jestem już wyleczony. Tak więc w świetle tych faktów taką postawę – że nie jestem, już alkoholikiem, na pewno do tego nie wrócę – należy uznać za element mechanizmu choroby, który jest furtką krytycznej samoobserwacji i przybliża do złamania abstynencji.

Tak więc trzeźwienie rozumiem jako wymuszoną przez chorobę KONIECZNOŚĆ samorozwoju i pracy nad sobą gdyż to ona zabezpiecza przed nawrotami, pozwala na tyle poprawić swoje funkcjonowanie we wszystkich sferach życia i wprowadzić zmiany w sposobie myślenia, przeżywania, odzyskać szacunek do siebie i poczucie własnej wartości, daje świadomość swoich potrzeb i celów życiowych, ustawia hierarchię wartości, poprawiają się relacje z innymi ludźmi, że osoba będąca na tej drodze mając tak wiele satysfakcji z trzeźwego życia potrafi patrzeć na używanie substancji jak na zbędny element otaczającego nas świata a nie jak na coś o co warto zabiegać. Oczywiście pamiętać trzeba, że osiągając taki etap rozwoju i trzeźwienia nie jest on dany raz na zawsze i mogą powrócić dawne schematy.
