Bliżej Siebie

mgr Mariusz Krawczyk

mgr Mariusz Krawczyk

specjalista psychoterapii uzależnień

Chciałbym kontynuując rozważania na temat Mechanizmu Nałogowej Regulacji Uczuć trochę podsumować informacje na temat jego działania ale też głównie skupić się na skutkach często długotrwałego tkwienia w szponach tego mechanizmu. Opisać trudności z jakimi muszą się liczyć i borykać osoby które zdecydowały się na wyjście z nałogu i pracę nad uzdrawianiem sfery emocjonalnej. Także chciałbym pokusić się o wytyczenie kierunków pracy, działań do tego zmierzających.

Każda osoba czasem używa alkoholu, żeby poprawić sobie nastrój, bo działa on tłumiąco na nasz system kontroli – znosząc tzw. hamulce, – co może dawać uczucie rozluźnienia. Jednak generalnie życiem uczuciowym u osób nieuzależnionych kierują jego decyzje, wybory, doświadczenia, plany, marzenia, kontakty z ludźmi, sytuacje społeczne.

W miarę częstszego picia, a w końcu uzależnienia zasadniczym źródłem emocji staje się alkohol – to on reguluje pojawianie się przykrych i przyjemnych stanów. Używanie alkoholu jako głównego regulatora uczuć powoduje izolację od świata zewnętrznego – od naturalnych źródeł uczuć, co oczywiście wzmacnia koncentrację na alkoholu jako substancji zmieniającej nastrój.

W mózgu mamy dwa ośrodki – przykrości i przyjemności. Alkohol jako substancja chemiczna – depresant (tłumi) – działa na te dwa ośrodki. Działając na ośrodek przyjemności – upośledza zdolność człowieka do cieszenia się z naturalnych źródeł przyjemności – czyli wywołuje uczucie przykrości, a drugiej strony działa na ośrodek przykrości – też tłumiąco, – co powoduje uśmierzenie przykrych stanów – czyli daje źródło zadowolenia (ulgi).

U człowieka uzależnionego źródło zadowolenia powstaje więc z uśmierzania przykrości. Osoba uzależniona przyzwyczaja się do tego i każde pojawienie się przykrego stanu emocjonalnego – cierpienia, powoduje pojawienie się chęci wypicia w celu doznania ulgi – przyjemności. Alkohol przynosi ulgę natychmiast, więc osoba uzależniona przyzwyczaja się do wprowadzania szybkich i intensywnych zmian w swoim stanie psychicznym, dlatego osoby uzależnione mają tak niską tolerancję na nudę i monotonię emocjonalną.

Często ona daje znać o sobie nie na początku zdrowienia ale w momencie gdy uda się uzależnionemu osiągnąć po kilku (6-9) miesiącach abstynencji jako taką równowagę emocjonalną. Na pierwszym etapie okresu miodowego (do około 3-4 miesiąca) doświadcza się raczej przyjemnych emocji, czasem euforycznych. Potem przychodzi wejście w fazę MURU gdzie uzależniony przeżywa często równie intensywne przykre emocje – dużo napięcia, stresu, rozdrażnienia, wahań nastroju, impulsywności. I dopiero w okolicach 6-9 miesiąca trzeźwienia te emocje się nieco stabilizują, wyrównują i wtedy właśnie pojawia się monotonia emocjonalna, do której przez te wszystkie miesiące tak bardzo dążył i oczekiwał, pracował aby ją osiągnąć. Lecz gdy ten czas przychodzi okazuje się, że jest ona niewygodna, nieznośna wręcz. Uzależniony przyzwyczajony przez lata picia i w początkach trzeźwienia nadal do intensywnych, wyrazistych, skrajnych emocji, do szybkich zmian i wahań od euforii, zadowolenia do smutku, złości zaczyna doświadczać spokoju, odprężenia, równowagi. Z takich stanów osoby nieuzależnione też potrafią czerpać wiele satysfakcji, zadowolenia ale nie uzależnieni. Dla nich ten stan jest dyskomfortowy, gdy nic się w emocjach nie dzieje to czegoś im brakuje, coś jest nie tak. Bez dalszej pracy terapeutycznej uzależniony w tym momencie będzie szukał różnych silnych wrażeń i emocji. Niektórzy szukają pretekstu do kłótni, konfliktów aby „coś się działo”, inni podświadomie prowokują różne napięte sytuacje, w których mogą po przeżywać silniejsze emocje by często na tyle się w nich rozkręcić by stracić kontrolę, wybuchnąć rozładować zgromadzone napięcie. Jeszcze inni dawkują sobie różne aktywności dające im „powera” – sporty extremalne, zachowania ryzykowne itp. Są też tacy którzy starają się potrzebę ciągłego działania i przeżywania emocji na wyższym poziomie zapewnić sobie czymś konstruktywnym – praca, bieganie, pływanie, jazda na rowerze, siłownia itp. Lecz jeśli te zachowania będą służyły ucieczce od spokoju, równowagi, monotonii i dalej ona będzie nie do zniesienia, to zaczną one pełnić funkcję zastępczą dla alkoholu, staną się zachowaniami kompulsywnymi, ich nasilenie, częstotliwość zacznie wzrastać i tak jak alkohol staną się głównym albo jedynym środkiem regulującym stany emocjonalne. A niekoniecznie o to chodzi w zdrowieniu z uzależnienia. Bardziej zależy nam na tym aby osoba uzależniona z powrotem umiała się cieszyć relaksując się nad jeziorem z książką i jednocześnie miała umiejętność sprawiania sobie satysfakcji i dostarczania radości poprzez sport, pracę itp.

Podwyższona potrzeba stymulacji i zmiany własnych stanów psychicznych u części osób uzależnionych wynikają z indywidualnych cech temperamentu, a u wszystkich intensywne picie przyczynia się do nasilenia tej cechy, na skutek biochemicznych zmian w mózgu pod wpływem alkoholu.

Na tym etapie dla wielu osób zdrowiejących jest to bardzo trudne. Przypominam sobie osobę, która mając rok abstynencji nie potrafiła usiedzieć na miejscu spokojnie. Dyskomfort był tak duży, że zawsze znajdowała sobie coś czym mogła się zająć by dostarczyć sobie emocji. Ta osoba otrzymała jako zadanie terapeutyczne przygotowanie w sobotnie popołudnie kawy dla siebie i żony na balkonie, zaproszenie jej i spędzenie 30-60 minut na słuchaniu dźwięków przyrody, delektowaniu się kawą, rozmowie. Podszedł do tego zadania z zapałem, przygotował wszystko usiadł przy kawie… lecz zanim żona przyszła zauważył, że farba odchodzi od barierki i zaczął ją skubać, po chwili wstał, wziął szczotkę i zaczął polerować, czyścić… w pewnym momencie żona przychodząc tylko spojrzała z politowaniem i rezygnacją stwierdziła, że nie będzie mu przeszkadzać. Skończyło się tym że pomalował do wieczora cały balkon… był zmęczony, zadowolony odczuwał silniejsze emocje od tej nudy którą by „musiał” doświadczać spędzając „bezproduktywnie” czas z żoną i pijąc kawę. A żona jak nie miała męża wtedy gdy pił tak nadal nie ma kontaktu z nim trzeźwym.

Długotrwałe i intensywne picie alkoholu powoduje poważne uszkodzenia życia emocjonalnego i doprowadza do wytworzenia się specyficznego systemu regulacji psychicznej w tej sferze. Dynamika procesów emocjonalnych osoby uzależnionej ukierunkowana jest na inicjowanie i potęgowanie pragnienia alkoholu. Oznacza to, że różnorodne stany i reakcje emocjonalne, niezależnie od ich rzeczywistych źródeł, bardzo często są doświadczane przez osobę uzależnioną jako chęć wypicia. Najważniejszą rolę spełnia dążenie do szybkiego złagodzenia lub uśmierzenia przykrych stanów emocjonalnych przy pomocy alkoholu.

Osoba uzależniona ma silną tendencję do reagowania na stres poczuciem zagrożenia, któremu często towarzyszą lęk, złość, smutek i ból oraz gotowość do radzenia sobie ze stresem przy pomocy prób bezpośredniego łagodzenia przykrych emocji, zamiast prób zmiany okoliczności tworzących stres. Stres stanowiący podstawowe źródło przykrych stanów emocjonalnych może być powodowany przez czynniki zewnętrzne i wewnętrzne, a często przez negatywne konsekwencje picia alkoholu.

Niski poziom odporności na cierpienie, osłabianej przez biochemiczne skutki nadużywania alkoholu, powoduje, że do przykrych stanów emocjonalnych takich jak: niepokój, rozdrażnienie czy przygnębienie dołącza się poczucie „dyskomfortu, bolesności”, co nasila dążenie do szybkiego ich uśmierzenia przy pomocy alkoholu.

W chwilach nasilania się cierpienia i lęku zaczyna się rozwijać proces panicznego poszukiwania ulgi, który nadaje pragnieniu alkoholu charakter wewnętrznego przymusu i konieczności picia. Dynamizowana lękiem i cierpieniem ucieczka do alkoholu, z nadzieją na uśmierzenie i uspokojenie, jest często doświadczana jako tzw. głód alkoholu, a największym zagrożeniem staje się wtedy perspektywa utraty dostępu do alkoholu.

Część minionych doświadczeń osoby uzależnionej związanych z piciem alkoholu ukształtowała przyjemne oczekiwania związane z pozytywnymi skutkami alkoholu. Tworzy to pokusę ponownego przeżycia takich stanów i wzmaga dążenie do uśmierzenia przykrych przeżyć. Tak więc siła pragnienia alkoholu pochodzi zarówno z dążenia do uśmierzenia przykrych stanów związanych z niepokojem i z cierpieniem, jak i z pokusy na osiągnięcie przyjemności bezpośrednio po uwolnieniu się od przykrości.

Przeżywanie przez osobę uzależnioną przykrych stanów emocjonalnych nabiera specyficznej dwoistości. Przykry stan emocjonalny jest z jednej strony negatywnym sygnałem, który powinien wzbudzać odruch awersyjny, czyli tendencję do unikania źródła przykrości, z drugiej strony jest równocześnie sygnałem zapowiadającym chwilę przyjemności po uśmierzeniu przykrości. Ponieważ u osoby uzależnionej nastąpiło poważne zredukowanie wielu naturalnych źródeł przyjemnych stanów, uśmierzanie przykrości jest głównym sposobem uzyskiwania przyjemnych doświadczeń.

Oba aspekty pragnienia alkoholu u osoby uzależnionej wpływają w istotny sposób na zniekształcenia poznawcze. Dążenie do złagodzenia przykrości zawęża świadomość i koncentruje ją wokół alkoholu, jako podstawowego środka uśmierzającego oraz neutralizuje sygnały utrudniające dostęp do alkoholu. Pokusa i nadzieja na szybką przyjemność sprzyja tworzeniu pozytywnych złudzeń – np. „tym razem wypije tylko jedno piwko” gdy 100 poprzednich prób skończyło się upiciem i jeszcze większym stresem.

Przypominając podstawowe elementy działania tego mechanizmu chciałbym się dalej skupić na tym, że osoba uzależniona, która podejmuje decyzje o abstynencji i wychodzeniu z uzależnienia nie staje się wolna od skutków jakie wywołało często długoletnie trwanie w nałogu i nałogowej regulacji emocji. Tak więc skutków tych gdy alkoholik zostaje pozbawiony głównego i jedynego skutecznego regulatora emocji – alkoholu – jest wiele i z nimi musi się zmierzyć jeśli nie chce wracać do picia.

Jednym z głównych i najbardziej dotkliwych skutków jest impulsywność ściśle powiązana z nadwrażliwością emocjonalną. W związku z czym wszelkie sytuacje, które u osób nieuzależnionych mogą wywoływać lekkie napięcie, zdenerwowanie, dyskomfort, uzależniony odczuwa jako silnie stresowe, w związku z czym reaguje impulsywnie, poszukuje natychmiast szybkiej ulgi, możliwości rozładowania tego napięcia np. poprzez wyładowanie emocjonalne. Wtedy też najczęściej pojawia się automatycznie poparty wieloletnim doświadczeniem schemat i pomysł, że alkohol pozwoli mi się uspokoić, poczuć lepiej.

Należy także zauważyć, że uzależniony również emocje przyjemne radość, euforię doświadcza w sposób nadmiarowy, nieadekwatny. Często przeżywając radość traci realny osąd sytuacji i robi rzeczy które ranią innych lub które nie służą jemu samemu, jego zdrowieniu – łamie zalecenia, czuje się zbyt pewnie albo zaczyna czuć się tak „dobrze” jak w czasie czynnego zażywania – co może być bardzo niebezpieczne.

Zubożenie sfery emocjonalnej – poprzez często wieloletnie używanie alkoholu, uzależniony najczęściej doświadcza skrajnych emocji oraz ulgi od nich, którą odbiera jako przyjemność. Funkcjonowanie na tych skrajnościach z dużą intensywnością emocji doprowadza z czasem do tego, że uczucia mniej wyraziste i intensywne (takie jak lęk, obawa, rozdrażnienie, smutek, tęsknota, żal, wstyd i wiele innych) nie są w ogóle przez uzależnionego zauważane, z czasem nie jest w stanie ich nazwać i rozróżnić.

Impulsywność natomiast związana jest z nadmiarowymi, często nacechowanymi złością reakcjami, u osoby uzależnionej emocje narastają bardzo szybko, czasem dzieje się to w mgnieniu oka i osoba wydawałoby się spokojna i wyciszona chwile później wybucha gniewem i złością. Złość jest uczuciem które pozwala na dość szybkie i gwałtowne rozładowanie emocji i poczucie ulgi emocjonalnej dlatego też charakterystyczną cechą dla osób uzależnionych jest zamiana wielu różnych przeżywanych przez nich lecz nie rozpoznawanych uczuć i emocji właśnie na złość. Wygląda to tak, że gdy doświadczają różnych dyskomfortowych dla siebie uczuć np. doświadcza lęku przed zbliżającą się sprawą w sądzie a wracając do domu po pracy skupia się na niewłaściwych jego zdaniem zachowaniach żony lub dziecka prowokuje kłótnię lub od razu wybucha odczuwając ulgę, przykrywając tym samym nieuświadomiony lęk, który i tak potem wróci lecz istotny jest dla niego ten moment ulgi, który podświadomie odbiera jako coś przyjemnego – na chwilę tak jak przy alkoholu.

Lub też gdy doświadcza przemęczenia, smutku również nie rozpoznaje tych uczuć i będzie szukał pretekstu by nieuświadomiony dyskomfort, którego doświadcza zamienić na złość. Wtedy bardzo łatwo wchodzi w konflikty, prowokuje je, będąc przy tym nadmiarowym i impulsywnym bo to na czym, mu zależy to rozładowanie emocji.

Z powyżej opisanym schematem łączy się również strategia nałogowego dążenia do ulgi w sytuacjach gdy uzależniony już ma pewną świadomość i kontrolę nad swymi stanami emocjonalnymi. Jest w trakcie terapii i pracuje nad swoja impulsywnością, przestaje być aż tak bardzo wybuchowy i impulsywny lecz to wcale na tym etapie nie oznacza, że właściwie rozpoznaje swoje emocje i radzi sobie z nimi konstruktywnie. Najczęściej rzeczywiście ma nad nimi nieco większą kontrolę, stara się nie wybuchać, unika nieakceptowalnych zachowań lecz najczęściej zwiększa tą swoja kontrolę nad emocjami poprzez stłumienie ich, zamknięcie w balonie, który ciągle jednak jest dmuchany i nie pozwolenie im wyjść. Wtedy na zewnątrz wydaje się być spokojny lecz w środku te emocje są i coraz bardziej buzują. Jednocześnie sam uzależniony nie rozpoznając tego u siebie jest przekonany, że rzeczywiście radzi sobie z emocjami i jest spokojny. Tutaj nałogowa regulacja uczuć może przybrać dwie strategie. Część osób uzależnionych tkwiąc w przekonaniu o własnej równowadze podświadomie rozkręca odczuwane emocje, podbija je pompując dalej balon. Po co? No a po to aby na końcu hamulce puściły, aby dostarczyć sobie ulgi i jednocześnie obwinić za taką reakcje kogoś z otoczenia. Tak więc wtedy alkoholik zaczyna głównie skupiać się na zachowaniach innych, czepiać się, rozpamiętywać różne nieprzyjemne sytuacje, które go spotkały, obwiniać bliskich za ich różne „niewłaściwe” zachowania, użalać się nad sobą itp. Otoczeniu trudno jest w takiej sytuacji wytrzymać i zaczyna reagować coraz bardziej nerwowo, stawiać granice ale alkoholik dąży tym samym do tego aby stracić kontrolę nad swoimi emocjami, wybuchnąć, doświadczyć ulgi i jednocześnie w swojej ocenie wine za takie zachowanie przerzucić na innych.

Inną nałogową strategią w podobnej sytuacji gdy napięcie jest gromadzone i nie znajduje ujścia w konstruktywnych sposobach jego regulacji jest również gromadzenie tych napięć, wzmożenie kontroli nad swoimi reakcjami, nie dopuszczanie do wybuchów lecz przyjęcie postawy bierno- agresywnej. Czyli upuszczanie z tego balona powietrza po trochu jednak celując w innych, w sposób podszyty złością na którą zamienione są inne uczucia lecz która pozostaje stłumiona
i potrzebuje ujścia. Wtedy często alkoholik z uśmiechem na ustach wytyka błędy dziecku, zauważa niedociągnięcia w przygotowanym przez żonę obiedzie. Ze spokojną kamienną twarzą, którą maskuje swoja złość powoduje, że inni czują się coraz gorzej, są drażliwi a on zauważa, uwypukla i podkreśla tą ich drażliwość i nie panowanie nad emocjami. Prowadzi do konfliktu, w którym w jego mniemaniu ewidentna wina jest po stronie innych.

Często u zdrowiejących osób uzależnionych nie radzenie sobie z emocjami, lęk przed impulsywnością, niekontrolowanym wybuchem emocji, agresją prowadzi do zamykania się w sobie, izolacji, która z jednej strony ma chronić bliskich przed wybuchem czy eskalacją emocji, przed utratą kontroli nad nimi. Z drugiej zaś nie powoduje przecież pozbycia się ich i często ten stan emocjonalny idzie w kierunku – przeciwko samemu sobie – poprzez użalanie się nad sobą, rozżalanie, rozpamiętywanie, „dowalanie sobie”, jaki to ja byłem/jestem zły i beznadziejny. Oczywiście cel i efekt jest ten sam rozkręcenie emocji co może doprowadzić i tak do wybuchu ich ale także najczęściej do ucieczki w inne uzależnienia zastępcze lub czynności kompulsywne np. przyjmowanie leków, które pozwolą poczuć się lepiej, szybciej zasnąć, ucieczka w komputer, internet, gra na konsoli, objadanie się słodyczami. Wszystkie te i podobne działania służą temu czemu wcześniej służył alkohol czyli odcięciu się od emocji, od dyskomfortu, bólu… robi to po to żeby nie czuć. Czyli schemat nałogowy i myślenie jest takie, że zrobię wszystko żeby jak najszybciej nie czuć się źle zamiast podejmuję różne działania aby poczuć się lepiej, aby doświadczyć przyjemniejszych emocji.

Długoletnie funkcjonowanie w nałogowych schematach, odcinanie się od emocji spowodowało również pewnego rodzaju zobojętnienie emocjonalne oraz obniżenie poziomu empatii, które jest efektem permanentnego odcinania się od przeżywanych emocji. Uzależniony będąc nadwrażliwym emocjonalnie gdy zaczyna czuć emocje one są dla niego trudne do ogarnięcia, czasem nie do zniesienia „MUSI” wypracować w sobie schematy skutecznego odcinania się od nich, izolowania co powoduje, że na większość z nich przestaje reagować. W momencie jednak gdy one się przebijają nie potrafi sobie z nimi radzić, reaguje nadmiarowo, nieadekwatnie dlatego będzie dążył do tego, żeby NIE CZUĆ.

Analizując powyższy opis widzimy obraz trudnego zadania jakie stoi przed osobą odstawiającą alkohol czy też inne środki uzależniające i próbującą radzić sobie w życiu bez niego. Tego kto podejmuje trud terapii i pracy nad sobą w obszarze uzdrawiania sfery emocjonalnej czeka nie lada zadanie aby doprowadzić swoje emocje do jakiej takiej równowagi a następnie rozpocząć proces uzdrawiania czy też odbudowy mechanizmów naturalnej, konstruktywnej regulacji emocji. Podkreślić należy to, że jest to sfera, w której zmiany zachodzą najwolniej i wymagają ciągłej pracy terapeutycznej, uważności, systematyczności oraz zaangażowania. Głównie w wyniku tych zmian jakie zaszły w sferze emocjonalnej konieczność długotrwałej pracy nad nią wymaga również czasu i głównie z tego powodu psychoterapia uzależnienia jest procesem tak długotrwałym i trwa około 24 miesięcy a czasem zdecydowanie dłużej.

Można powiedzieć, że osoba uzależniona która trafia do terapii w związku z tymi wyżej opisanymi skutkami trwania w nałogu jest tak naprawdę trochę takim „analfabetą emocjonalnym” rozpoznając u siebie jedynie dwa stany bo albo się czuje DOBRZE albo ŹLE, często nie ma tam nic więcej. Dominuje również przekonanie tej osoby że tak właśnie jest, że jeśli nie przeżywam bardzo silnych przykrych emocji to jest dobrze ( nie ważne że jestem smutny, rozdrażnione, zmęczony itp. – jest dobrze). Jeśli natomiast emocje wyłażą mi już uszami wściekam się, jest źle i dążę do natychmiastowej ulgi.

Dlatego też przez pierwsze miesiące pracy nad tą sferą ważna jest samoobserwacja. Wypełnianie dzienniczka samoobserwacji który pozwoli nauczyć się i poczuć, że pomiędzy tymi stanami jest coś jeszcze, skalowanie sobie od 0 do 10 różnych ogólnie sformułowanych stanów pozwala zrobić pierwszy krok w nieco lepszej orientacji w tej sferze. Tak więc uzależniony nie potrafi jeszcze rozpoznać ani nazwać poszczególnych uczuć ale zaczyna zauważać, że miewa wahania nastroju, poczucie braku czegoś, zaburzenia snu czy też skupia się na innych zamiast koncentrować na sobie. Tych stanów w dzienniczku samoobserwacji jest kilkadziesiąt i wnikliwa ich samoobserwacja pozwala zacząć brać odpowiedzialność za swoje samopoczucie oraz zapoczątkować prace nad ich regulacją. Pacjenci otrzymują i sami wypracowują sobie narzędzia do tego żeby poszukiwać działań, które mają wpływ na ich samopoczucie oraz odczuwane emocje. Zaczynają lepiej odpoczywać, planować dzień z uwzględnieniem czasu dla siebie, odkrywają co w ich przypadku może poprawiać im nastrój (spacer, basen, bieganie, jazda na rowerze, rozmowa, praca na działce, sen, odpoczynek itp.)

Należy wziąć również pod uwagę fakt że w pierwszych 5-6 miesiącach abstynencji praca nad emocjami jest znacznie utrudniona ze względu na biochemię mózgu oraz związane z nią fazy zdrowienia przez które przechodzi osoba uzależniona. W fazie miodowej zwiększona produkcja endorfin utrudnia czasem wręcz uniemożliwia odczuwanie przykrych emocji, są one wyciszone, uzależniony czuje się dobrze, euforycznie i kompletnie nie jest w stanie poczuć, zauważyć drobnych zmian w swoim nastroju. W fazie MURU natomiast kiedy to poziom endorfin w mózgu spada doświadcza silnie tak wielu przykrych emocji, że wydaje mu się, że różne praktykowane wcześniej działania poprawiające nastrój nie przynoszą i tak żadnych efektów. Drobne rzeczy, błahe sytuacje wywołują tak silne emocje, że trudno jest nad nimi zapanować i trwale wyrównać swój nastrój. Dopiero po przejściu przez fazę muru dochodzi do pewnej stabilizacji na poziomie biochemii i uzależniony się nieco wycisza, zaczyna również doświadczać częściej adekwatnych emocji i można rozpocząć pracę nad ich doświadczaniem i rozpoznawaniem oraz świadomym radzeniem sobie z nimi.

Na tym etapie a także później przestaje wystarczać obserwacja ogólnych stanów w oparciu o dzienniczek samoobserwacji gdyż np pod ogólną drażliwością może się kryć zarówno złość jak i smutek, samotność, tęsknota czy inne uczucia. A od tego jakie pierwotne uczucie jest pod spodem zależy zastosowanie sposobów poradzenia sobie nim. Jeżeli np. czuję się samotny niewiele pomoże mi jeśli pójdę sam pobiegać, a powinienem bardziej wybrać się na mityng między ludzi lub spędzić więcej czasu z rodziną.

Rozpoznawanie uczuć i emocji oraz właściwe ich nazywanie pomaga w zastosowaniu dobrej strategii radzenia sobie z nimi, obniżenia napięcia, a co za tym idzie nie dopuszczenia do rozwinięcia się głodu alkoholowego/ narkotykowego. Osoba uzależniona, która wypełnia dzienniczek głodu i zaznacza w nim np. poczucie braku czegoś a jest to stan związany z pewnym napięciem, zazwyczaj nie ma świadomości jakie uczucia się pod tym kryją i często stosuje błędne strategie radzenia sobie dziwiąc się, że są one nie skuteczne.

np. jeśli wcześniej doświadczyła, że gdy czuje brak czegoś i pójdzie pobiegać to czuje się lepiej i zaczyna to stosować, może się okazać, że w pewnych sytuacjach staje się to nieskuteczne i nie redukuje napięcia oraz głodu.

Gdy u podłoża braku czegoś jest uczucie rozdrażnienia, złości wtedy jak najbardziej wcześniejsza strategia poskutkuje. Jeśli natomiast u podłoża jest uczucie np. samotności, tęsknoty wówczas ten sposób na niewiele się zda, gdyż biegając nie poczuję się mniej samotny lub nie zmniejszy się moja tęsknota za bliskimi. Narasta więc frustracja i głody, bo próbuję coś robić ale to nie przynosi oczekiwanych efektów. Niezbędne jest wcześniejsze rozpoznanie emocji i zastosowanie innej strategii np. jestem samotny – idę na mityng, tęsknię – dzwonię do bliskich – w efekcie nie tylko odczuwam chwilowa ulgę ale trwale radzę sobie z tymi emocjami. Rozpoznawanie i radzenie sobie z emocjami jest jak widać trudną i długotrwałą pracą i odbywa się w całym dwuletnim procesie terapii a także w dalszym zdrowieniu.

Ważne również na etapie pogłębionym terapii jest bardziej wnikliwe zajęcie się nauką strategii radzenia sobie przynajmniej z niektórymi głównymi emocjami takimi jak stres, lęk, złość, poczucie winy itp. Po to aby pojawiające się tego typu przykre emocje nie uaktywniały dobrze znanych uzależnionemu mechanizmów uzależnienia a co za tym idzie, nie przekierowywały na ścieżkę nawrotu, nieświadomego, stopniowego budowania dyskomfortu i w konsekwencji doświadczania głodu alkoholowego.

Jak widać z powyższego emocjonalne skutki trwania w uzależnieniu zamykają osobę uzależnioną w emocjonalnej pułapce, która powoduje, że bardzo trudno jest się z niej wydostać nie wracając do nałogu i bardzo dużo pracy trzeba włożyć w to aby uzdrawiać swoją sferę emocjonalną. Temu służy długotrwała terapia i dlatego właśnie osoby które podejmując abstynencję a nie podejmując się pracy nad tą sferą albo funkcjonują przez lata na tzw. „dupościsku” tłumiąc te emocje lub odreagowując w sposób agresywny lub biernoagresywny na najbliższych i otoczeniu, stają się osobami nie do zniesienia. Lub też co częściej się zdarza w sposób nieunikniony zmierzają do powrotu do picia.