Dobry Psycholog Gorzów
mgr Mariusz Krawczyk

mgr Mariusz Krawczyk

specjalista psychoterapii uzależnień

Droga do uzależnienia cz.II. – FAZY UZALEŻNIENIA

Pisząc o drodze do uzależnienia, Fazach Uzależnienia chciałbym na wstępie zaznaczyć, że u różnych osób droga ta może wyglądać zgoła odmiennie, a mianowicie niektórzy wchodzą w uzależnienie bardzo szybko, nie potrzebując do tego długich lat picia towarzyskiego, ryzykownego, niektórzy zaś uzależniają się po długich latach przygody z alkoholem.

Niemniej jednak, co podkreślę z całą stanowczością KAŻDY kto pije alkohol na tę drogę do uzależnienia wchodzi i później wygląda to trochę jak loteria… albo wygram i uda mi się dobrze bawić i nie uzależnić albo też przegram i się uzależnię… i zapewniam nie zależy to ani od silnej woli osoby pijącej, jej cech charakteru, trochę od predyspozycji oraz czynników opisanych w poprzednim artykule. Pewnym tego, że się nie uzależni może być tylko ten, kto alkoholu nie pije.

FAZA PICIA TOWARZYSKIEGO.

pułapka uzależnienia

Zawsze wejście na drogę do uzależnienia rozpoczyna się od picia towarzyskiego (chociaż zdarzają się osoby, które mają poczucie, że od pierwszego kontaktu z alkoholem były uzależnione, od razu on im „smakował” na tyle, że się upijały i trudno im było go sobie odmówić, lecz potraktujmy to jako wyjątek potwierdzający regułę).

Picie towarzyskie to takie, które sprawia przyjemność, kiedy potrafimy dobrze się bawić, odnaleźć w towarzystwie zarówno pijąc alkohol jak i bez jego obecności, gdy wypijamy alkohol okazjonalnie lecz mamy wiele innych sposobów na odreagowanie napięć, redukcję złości, zmęczenia, dyskomfortu. Wypijamy wtedy alkohol przy okazji różnego rodzaju imprez i okoliczności lecz nie szukamy tych okazji. Jest to faza, w której nie mówimy jeszcze o uzależnieniu, o nim zaczynamy mówić gdy pojawiają i nasilają się objawy tej choroby. Jednak pierwsze symptomy tego, że z drogi picia towarzyskiego zaczynamy odbijać w kierunku stopniowego uzależniania się pojawiają się już teraz i warto zachować czujność w tym właśnie momencie, dopóki nie uaktywni cały system zaprzeczania, minimalizowania i tłumaczenia alkoholowych zachowań (Mechanizm Iluzji i Zaprzeczeń o którym innym razem).

Tak więc już w fazie towarzyskiej może nastąpić wzrost ochoty na częstsze sięganie po alkohol, a co za tym idzie także wzrost tolerancji. Organizm każdej osoby pijącej zacznie przyzwyczajać się do dotychczas wypijanych dawek alkoholu i dawki te przestaną przynosić oczekiwany efekt. Np. gdy ktoś wypijał w trakcie imprezy 3-4 kieliszki wódki, po jakimś czasie, żeby poczuć się tak samo rozluźniony, bawić się tak samo dobrze będzie potrzebował nieco większej dawki alkoholu i jeśli zacznie ją sobie dostarczać jego organizm będzie się coraz szybciej uzależniał.

W pewnym momencie pojawi się tzw. efekt „mocnej głowy”– osoba pijąca może wypijać duże dawki alkoholu, bez upijania się. Nabiera wtedy przekonania, że alkohol jej nie szkodzi, zaczyna być dumna z tego, że innym zaszkodziła dużo mniejsza dawka… a mi nie… Myśli wtedy: „to oni mają problem z alkoholem, ja wypijam wprawdzie dużo ale się nie upijam, nie zataczam, więc na pewno się nie uzależnię”. To przekonanie jest oczywiście błędne… gdyż jest dokładnie odwrotnie. Osoba, która po stosunkowo niewielkiej dawce alkoholu doświadcza przykrych jego konsekwencji ma mniejszą chęć powtarzania tego rodzaju zachowań i jest o wiele mniej narażona na uzależnienie niż osoba z „mocną głową”, która zaczyna pić więcej, częściej i szybciej się uzależni.

U takich osób często wcześniej czy później pojawia się tzw. „przerwa w życiorysie”, „luka pamięciowa”, „urwany film”, co jest poważnym sygnałem wejścia w fazę ostrzegawczą uzależnienia. Oczywiście luki pamięciowe wcale nie muszą się przydarzyć żeby się uzależnić, jest wiele osób poważnie uzależnionych, którym się nigdy film nie urwał, a także wiele jeszcze nie uzależnionych, którzy tego doświadczyli, tak więc nie należy tego traktować jako objaw choroby, bo nim nie jest.

Tutaj nasuwa się pytanie, gdzie leży granica pomiędzy piciem towarzyskim a uzależnieniem i na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi tak jak nie ma jednej wyraźnej granicy, której przekroczenie świadczy o uzależnieniu. Niektórzy (W.Osiatyński) piszą, że jest to granica kontroli nad alkoholem, ale jak to opiszę w innym z artykułów z tą kontrolą to też nie jest tak jednoznacznie gdyż np. mogę mieć przekonanie, że kontroluję swoje picie, bo się nie upijam lecz jednocześnie mam trudności z odmówieniem sobie niemal codziennego picia niewielkich porcji alkoholu, co świadczy jednak o upośledzeniu kontroli. Tak więc granica uzależnienia na pewno nie jest widoczna dla osoby pijącej, nie jest zauważalna w trakcie picia, a samo uzależnianie się polega często na balansowaniu na granicy uzależnienia czasem przez długie lata.

Kłopot w tym, że nawet po przekroczeniu tej granicy, będąc w FAZIE OSTRZEGAWCZEJ uzależnienia jego objawy są na tyle mało nasilone, a konsekwencje picia na tyle mało dotkliwe, że ciągle jesteśmy przekonani, że jeszcze tej granicy nie przekroczyliśmy.

FAZA OSTRZEGAWCZA.

fazy rozwoju uzależnienia

Faza Ostrzegawcza jest więc już fazą, w której pojawiają się objawy uzależnienia i można tu zdiagnozować chorobę, choć nasilenie tych objawów, w potocznym postrzeganiu nie wygląda jeszcze na picie problemowe.

Co więc się wtedy zaczyna dziać?

A więc osoba uzależniona, która już pijąc towarzysko doświadczyła „zbawiennej” mocy alkoholu, który pozwala się lepiej bawić, rozluźnia, dodaje odwagi, zazwyczaj zaczyna mniej lub bardziej świadomie szukać okazji do picia. Woli spędzać czas w towarzystwie pijących niż w takim, gdzie nie ma alkoholu, zaczyna organizować spotkania, grille, majówki, wyjścia na dyskoteki, na których wie, że będzie mogła wypić alkohol.

Często na nich nie dochodzi jeszcze do intensywnego picia, upijania się lecz częstotliwość kontaktów z alkoholem zaczyna rosnąć, wygląda to niewinnie, tłumaczy się dobrą zabawą i tym, że przecież „wszyscy tam piją”, „wszyscy TAK piją”. W momencie gdy tolerancja osoby pijącej wzrosła już na tyle, że do tego by się dobrze czuć, bawić, „właściwie” odczuć działanie alkoholu potrzebuje nieco albo już znacznie większych dawek niż inni współbiesiadnicy zaczyna sam inicjować wypijanie następnych kolejek albo „robi podkład”, wypija drinka, lampkę wina przed imprezą aby później tak długo nie czekać na pożądany efekt.

Gdy „współimprezowicze” biesiadując, pijąc towarzysko rozmawiają wypijając niespiesznie kolejne porcje on myśli o szybszym wypiciu, szybszym doświadczeniu rozluźnienia, często jest spięty, czuje się nieswojo, inicjuje, wymyśla dodatkowe toasty itp. Natomiast już po wypiciu takiej dawki, która jest dla niego wystarczająca przychodzi lepsze samopoczucie, staje się „duszą towarzystwa”, opowiada kawały, rozbawia wszystkich, jest rozluźniony, wesoły i wcale nie musi pić dużo więcej gdy już doświadczy tego rozluźnienia, dalej kontroluje ilość wypijanego alkoholu, nie upija się jeszcze na tym etapie choroby.

Ale doświadcza tego, że alkohol jest w stanie zmienić jego nastrój, uwolnić od napięcia, zamienić przykre uczucia w przyjemność i zabawę. Również doświadcza tego w szeregu innych sytuacji stresowych np. związanych z pracą, konfliktami, zmęczeniem itp. alkohol staje się niezawodnym środkiem redukującym stres, napięcie, regulującym emocje, zamieniającym przykre uczucia na przyjemne. Pod koniec fazy ostrzegawczej wraz z dalszym wzrostem tolerancji na alkohol oraz coraz większym upośledzeniem kontroli nad piciem często zdarza się, że rozpoczęte picie kończy się urwaniem filmu. Oczywiście zdarza się to jeszcze sporadycznie, na pewno nie za każdym razem, luki pamięciowe są nieznaczne i nie muszą wiązać się z upiciem a często są to sytuacje gdy pijący „normalnie” rozmawiał, funkcjonował w towarzystwie i inni dziwią się, że nie pamięta tego o czym z nimi rozmawiał, bo nie wyglądał na pijanego.

Pojawia się tzw. „głód alkoholowy”, który w tej fazie przejawia się coraz częstszymi myślami o wypiciu, chęcią wypicia, głównie w sytuacjach dyskomfortowych (przemęczenia, stresu, konfliktu, złości, napięcia, lęku itp.) a także z radości, euforii, zadowolenia. Bliscy już jednak zauważają nasilenie częstotliwości picia i zaczynają zwracać na to uwagę, co psuje pijącemu komfort picia. Aby uniknąć tego rodzaju problemów pojawiają się próby picia ukrytego, np. przy okazji prac w ogródku, w garażu, sprzątając piwnicę czy mieszkanie, tak aby nikt nie widział i się nie czepiał.

Elementem narastającej koncentracji życia wokół picia jest ukrywanie prawdziwej ilości wypijanego alkoholu np. oficjalne otworzenie jednego piwa w domu na stole a w tzw. miedzyczasie wypicie kilku następnych w garażu, ogródku czy też przy sprzątaniu schowanego w sypialni lub łazience. Osoba pijąca coraz częściej do wypicia nie potrzebuje już towarzystwa, równie dobrze może wypić alkohol w samotności (kilka drinków piekąc ciasto, kilka piw na rybach czy naprawiając samochód).

Alkohol zaczyna towarzyszyć coraz większej ilości aktywności, zaczyna rezygnować lub wymigiwać się z działań, które wymagają abstynencji, rezygnować również z zainteresowań, które wymagałyby ograniczenia lub rezygnacji z picia. Pod koniec fazy ostrzegawczej, gdy tolerancja na alkohol jest już wysoka, coraz częściej dochodzi do utraty kontroli i upicia się. Skutki fizjologiczne zatrucia alkoholem są również coraz większe, kac coraz silniejszy i bardziej dotkliwy, a koledzy widząc jak się męczę „życzliwie” podpowiadają: „czym się zatrułeś, tym się lecz”– próbuję „klina”.

Z początku, trudno się na niego zdecydować, nie mogę patrzeć na alkohol, ale gdy już przełknę i poczuję ulgę, mija roztrzęsienie, mogę wstać z łóżka, umyć, ogarnąć się, zacząć załatwiać jakieś sprawy, okazuje się, że to działa… No i tak naprawdę teraz właśnie uzależnienie nabiera rozpędu, początkowo zatrucie alkoholem jest „leczone” klinem i pozwala łagodniej wrócić do codziennych obowiązków lecz po pewnym czasie gdy utrata kontroli nad piciem coraz bardziej daje znać o sobie klin jest początkiem dalszego picia, później upicia więc pojawiają się pierwsze ciągi alkoholowe.

Początkowo dwu lub trzydniowe picie, bez upijania się w kolejnych dniach aby stopniowo obniżać dawki spożywanego alkoholu lecz im dalej w uzależnienie tym trudniej to skontrolować.

FAZA KRYTYCZNA.

upojony mężczyzna

Osoba uzależniona wchodzi w FAZĘ KRYTYCZNĄ uzależnienia, fazę w której po uprzednim piciu klin przynosi ulgę, jednocześnie coraz częściej pojawiają się wyrzuty sumienia i tzw. „kac moralny”. Przy nasilającej się koncentracji życia wokół picia coraz mniej uwagi i czasu osobie pijącej wystarcza na inne ważne obszary życia związane z wychowaniem i opieką nad dziećmi, dbaniem o relację z partnerem, rozwój zawodowy itp.

Pomimo dość skutecznego tłumaczenia przed bliskimi a także przed samym sobą tych zaniedbań np.”muszę dużo pracować, bo kto utrzyma rodzinę”, „jestem zmęczony ciężką praca, należy mi się odpoczynek”, „po stresach jakie przeżywam muszę się zresetować” itp. coraz częściej pojawiają się konflikty małżeńskie. Sam pijący zauważa, że traci kontakt z dzieckiem, ma coraz mniejszy udział w życiu domowym, partner ma dosyć przejmowania obowiązków, jest zmęczony w związku z tym pojawiają się wyrzuty sumienia, które osoba uzależniona doświadcza jako dyskomfort od którego chce jak najszybciej uciec, zapomnieć a najskuteczniejszym i sprawdzonym sposobem na zmianę nastroju jest kolejna dawka alkoholu.

Oczywiście często pojawiają się próby naprawy sytuacji, obietnice poprawy, zmiany, pewne starania w tym zakresie lecz po załagodzeniu emocji, „nadrobieniu” części zaległości można znowu się nagrodzić, ulec przekonaniu, że jednak jestem dobrym ojcem, mężem, pracownikiem, więc coś mi się od życia należy… Niestety postępująca utrata kontroli i coraz częstsze epizody picia, dłuższe ciągi powodują narastanie problemów w różnych obszarach życia. Na kacu coraz trudniej pójść do pracy więc trzeba wziąć urlop na żądanie, pojawiają się nieobecności w pracy i kłopoty z tego powodu. Oczywiście pijący uruchamia cały mechanizm mniej lub bardziej racjonalnych tłumaczeń usprawiedliwiając swoje picie licznymi okazjami.

„Musiałem się napić, bo nie odmawia się szefowi”, „kolega mnie namówił, miał imieniny”, „trzeba wypić, żeby załatwić dobrze sprawę”, „miałem uroczystość rodzinną” itd. itp. Z czasem te tłumaczenia są coraz mniej racjonalne i bliscy, szef, znajomi przestają mu wierzyć, konfrontują uzależnionego z jego zaniedbaniami ponieważ widzą je coraz bardziej wyraźnie. Tylko sam uzależniony u którego działa cały wypracowany system zaprzeczeń i iluzji jest przekonany, że wszyscy się na niego uwzięli, staje się coraz bardziej nerwowy i agresywny.

Widoczny jest na każdym kroku wzrost agresywności, nerwowości, mogą pojawiać się konflikty z prawem, związane z tą agresją ale też ze spadkiem krytycyzmu wobec swoich działań i zachowań. Mandaty – bo „kto mi zabroni wypić w parku”, albo „cóż się stanie jak podjadę kawałek samochodem po 5 piwach, przecież jestem trzeźwy”. Dalsze pogłębianie się uzależnienia związane jest z postępującą utratą zainteresowań ale takich, które nie są związane z piciem lub wręcz to picie wykluczają.

Uzależniony przestaje uprawiać sport, bo to wymaga abstynencji, łatwiej jest być nadal kibicem z piwkiem przed telewizorem albo z kolegami w Pubie. Rezygnuje z podróżowania z rodziną, bo tam musi ciągle ukrywać się ze swoim piciem, co i tak wyjdzie i atmosfera jest nieciekawa. Za to wyjazdy na ryby, na których może spokojnie raczyć się alkoholem, nie ważne czy biorą czy też nie albo grille w towarzystwie pijących osób są coraz częstszym sposobem relaksowania i spędzania wolnego czasu. Jednocześnie osoba uzależniona przestaje dbać o szereg spraw i obowiązków, które wcześniej były normą, zdrowym nawykiem jak np. odżywianie się, które staje się nieregularne. Uzależniony albo pijąc coraz większe ilości alkoholu je mało i nieregularnie np. raz dziennie albo też alkohol wzmaga jego apetyt i zaczyna jeść nieregularnie ale dużo, objadać się, co jest często przyczyną wzrostu masy ciała.

Postępująca koncentracja na alkoholu prowadzi do zaniedbywania wyglądu zewnętrznego. Coraz częściej zdarza się zasnąć bez umycia się, w ubraniu. Nie ogolić się przed wyjściem do pracy, „bo nie ma na to czasu” albo z czasem nie myć się przez kilka dni, nie zmieniać bielizny itp. Kobiety uzależnione również przestają dbać o siebie – nie robią makijażu, przestają korzystać z usług kosmetyczki, nie chodzą do fryzjera. Te, które zajmują się domem tłumaczą się tym, że „i tak nie muszą wychodzić z domu, a do sklepu po bieżące zakupy (i oczywiście alkohol) można szybko wyskoczyć bez makijażu.”

W pewnym momencie pojawiają się również zaburzenia popędu seksualnego, rzadziej przychodzi ochota na współżycie, niektórzy mężczyźni mają problemy z erekcją oraz osiągnięciem orgazmu. Końcówka fazy krytycznej charakteryzuje się wydłużaniem się ciągów picia oraz podejmowanymi próbami utrzymywania abstynencji dla poprawy zdrowia czy też udowodnienia „silnej woli”. Gdy ciągi picia się wydłużają, ilości wypijanego alkoholu wzrastają to każdy alkoholik nawet musi robić sobie przerwy w piciu, bo żaden organizm nie wytrzymałby ciągłego intensywnego picia. Lecz dla uzależnionego to, że nie pije miesiąc albo dwa jest przejawem jego „silnej woli” i dowodem na to, że nie jest uzależniony. Myśli, że „w ogóle nie mam żadnego problemu jeśli potrafię nie pić taki czasu”.

Natomiast jest dokładnie odwrotnie ponieważ picie ciągami (coraz dłuższymi) na przemian z okresami całkowitej abstynencji jest właśnie jednym z przejawów występujących w fazie krytycznej uzależnienia. Z czasem ciągi te wydłużają się coraz bardziej, a okresy abstynencji się skracają ponieważ choroba postępuje i dochodzi do coraz większego upośledzenia kontroli nad piciem alkoholu. Jak mawiał prof. Osiatyński testem na alkoholizm nie jest to, że pijący obieca i nie wypije np. w sierpniu, bo jest to miesiąc trzeźwości, on wytrzyma, by we wrześniu się nagrodzić za wysiłki i spokojnie napić. Po kilku takich cyklach osoba uzależniona jest coraz bardziej bezsilna wobec choroby lecz ciągle jest przekonana, że nie potrzebuje pomocy i sama jest w stanie sobie z tym poradzić („przecież nie jestem alkoholikiem”).

Wobec czego często sobie i bliskim składa obietnice, przysięgi abstynencji, które najczęściej po jakimś czasie kończą się powrotem do picia. Bliscy uzależnionego są coraz bardziej sfrustrowani gdyż od obietnicy do kolejnego zapicia mija coraz mniej czasu, dochodzi do tego, że uzależniony przysięga, obiecuje, snuje plany a po godzinie jest już pijany. Czujemy wtedy złość, bezsilność, w głowie mamy najgorsze myśli – „jak on tak może”, „to kłamca, manipulant”, „na niczym mu nie zależy tylko na piciu” itp. itd.

Lecz proszę mi wierzyć, że alkoholik najczęściej w chwili składania tych obietnic głęboko wierzy, że tak będzie, że jest w stanie nie pić i sam CHCE przestać pić. Tyle, że mechanizmy uzależnienia powodują, że w nieco innych warunkach, czasami tydzień, czasami pół godziny później, gdy pojawia się stres, napięcie, głód alkoholu, nie jest on wstanie oprzeć się chęci wypicia. Przeżywa ciągły, silny dyskomfort na który choćby niewielka dawka alkoholu wydaje się być jedynym rozwiązaniem i nie jest w stanie wtedy przywołać, odnieść się, trwać przy wcześniejszych obietnicach. Raczej po raz setny przekona siebie, że „tylko jedno piwko…, tym razem na pewno się uda…”, jednak traci kontrolę i wraca do picia.

Po kolejnych obietnicach i beznadziejnych powrotach do picia sam uzależniony zaczyna mieć poczucie pustki, bezradności, chciałby przestać pić ale już nie umie, nie może, nie wie jak to zrobić… Jest to moment, w którym często podejmowane są próby szukania pomocy, podejmowania leczenia ale też często kolejne niepowodzenia w „walce” z chorobą mogą powodować rezygnację oraz kolejne destrukcyjne przekonanie, że „jak już jestem alkoholikiem to muszę pić, nic z tym nie zrobię”, „nikt mi nie jest w stanie pomóc”, „byłem na kilku mityngach i nic mi nie dały”, „chodziłem kilka miesięcy na terapię i nie pomogła mi”… Jednak uzależnieni nie biorą wtedy pod uwagę tego, że jest to choroba nawrotów, że leczenie wymaga systematyczności, zaangażowania oraz, że mogą zdarzać się potknięcia, które jednak nie mogą tłumaczyć picia lecz pokazują siłę tej choroby i mają czegoś uczyć, pomagać wyciągać wnioski z popełnionych błędów.

FAZA CHRONICZNA.

w szponach nałogu

Wchodząc w fazę chroniczną uczucie pustki i bezradności oraz inne przykre uczucia są dominujące, alkoholik doświadcza, że : „z alkoholem źle, ale bez niego jeszcze gorzej”, aby nie czuć, nie myśleć, odciąć się od dyskomfortu ucieka w coraz częstsze i długotrwałe upijanie się. Pojawiają się okresy długotrwałego upijania się, czasem trwające tydzień lub dwa czasami kilka miesięcy. W momentach zaprzestawania picia, czy to ze względów zdrowotnych czy też po prostu z braku finansów na dalsze picie pojawiają się bardzo silne objawy odstawienia alkoholu tzw. „kac gigant”.

Wtedy cały organizm się trzęsie, serce kołacze, na przemian zimne i gorące poty, może w takich sytuacjach dochodzić do napadów padaczki alkoholowej gdyż układ nerwowy pijącego jest na skraju wyczerpania. W tych chwilach uzależniony wie, że tylko alkohol da mu szybką choć chwilową, ale jednak ulgę i nieodparta chęć na niewielką choćby dawkę alkoholu rozpoczyna kolejne picie poranne. Alkoholik nie potrzebuje już od dawna towarzystwa aby pić alkohol lecz teraz upija się w samotności, a towarzystwo jest nawet niewskazane gdyż wstydzi się swojego stanu a i dzielić się alkoholem z kimkolwiek nie zamierza. Ponieważ wpadając w długie ciągi destrukcyjnego picia nie jest w stanie pracować, kończą się też środki na alkohol, bywa, że część pijących sięga po tańsze alkohole niekonsumpcyjne, które pieszczotliwie nazywają „fikołkami” lub „wynalazkami” są to np. bimber niewiadomego pochodzenia, denaturat i inne.

Inni aby zdobyć środki na dalsze picie uciekają się do kradzieży, wynoszenia z domu – począwszy od „pożyczenia” od dziecka ze skarbonki, poprzez wyniesienie i sprzedaż co cenniejszego sprzętu domowego aż do kradzieży poza domem, w sklepach itp. W odruchu obronnym przy takiej intensywności picia aby zminimalizować silne zatruwanie organizmu prowadzące niechybnie do śmierci organizm osoby uzależnionej obniża tolerancję na alkohol.

Teraz znowu niewielkie dawki alkoholu wystarczają osobie uzależnionej by poczuć jego działanie a nawet by się upić. Np. osobie, która w fazie „mocnej głowy” potrzebowała 0,7 – 1 litr wódki by się upić teraz wystarczą dwa piwa i język jej się plącze. Na tym etapie całe funkcjonowanie osoby uzależnionej skoncentrowane jest na alkoholu, jego zdobywaniu, piciu, leczeniu kaca i tak w kółko. Nawet gdy miewa okresy abstynencji to głównie dlatego, że nie ma środków na alkohol i wykorzystuje ten czas aby gdzieś sobie dorywczo dorobić bo stałej pracy nie jest już w stanie utrzymać, a zarobione pieniądze przeznaczyć na picie. Choć dopóki ich nie ma w ręku roztacza wspaniałe wizje jak to pospłaca długi, zadba o rodzinę itd. itp.

Bliscy i rodzina i tak już w te zapewnienia nie wierzą bo nie raz doświadczyli tego jak to się kończy. Więc na tym etapie uzależnienia dochodzi do coraz bardziej postępującego rozpadu więzi rodzinnej. Dzieje się to na różnych poziomach: brak rozmów, zainteresowania sprawami najbliższych, dbania o ich potrzeby, poprzez stopniową izolację od wspólnego przebywania, łóżka, problemów i radości rodzinnych, aż do formalnego rozwodu, wyprowadzenia z domu, czasem eksmisji. Czasami przez długi czas uzależniony żyje swoim życiem pijąc a jego rodzina swoim, w którym nie bierze on już żadnego udziału.

Dochodzi do degradacji zawodowej i społecznej. Ponieważ trudno jest alkoholikowi utrzymać pracę więc często pracuje poniżej swoich kwalifikacji aby cokolwiek zarobić i przepić, chwyta się robót, których nikt inny nie chce wykonywać. W związku z tym otacza się, spotyka się z ludźmi podobnymi sobie. I jeśli jeszcze kilka lat temu patrzył z pogardą na pijących pod sklepem teraz stali się jego kolegami, bo gdy on nie ma na wino to w tej kwestii może na nich liczyć. Buduje swoją wartość na wspomnieniach i przechwałkach o tym kogo to on nie zna, z kim nie współpracował, jakim jest szanowanym człowiekiem lecz to wszystko są tylko pobożne życzenia bo rzeczywistość jest zgoła odmienna.

Tak destrukcyjne i intensywne picie powoduje często nieodwracalne zmiany w organizmie uzależnionego, pojawia się coraz więcej zaburzeń i chorób. Nieustannie zatruwane organy i układy w organizmie przestają należycie funkcjonować, pojawiają się się również coraz głębsze zaburzenia psychiczne. Choroby somatyczne takie jak marskość wątroby, polineuropatia prowadzą do skrajnego wyczerpania organizmu i są częstymi przyczynami zgonów, podobnie jak padaczka alkoholowa, delirium i coraz częściej występujące powikłane zespoły abstynencyjne z omamami słuchowymi, wzrokowymi i.in.

W tym momencie uzależnienia niedługa jest droga prowadząca do śmierci. Jednak nie można spać spokojnie jeśli się jeszcze nie doświadczyło powyższych objawów gdyż stosunkowo niewielu uzależnionych umiera na powyżej opisane schorzenia. Tylko 3 do 5 % osób uzależnionych dociera do tej fazy i to nie dlatego, że wcześniej przestają pić lecz najczęściej dlatego, że większość osób uzależnionych będąc na wcześniejszych etapach drogi do coraz głębszego uzależniania się umiera dużo wcześniej. I wcale przyczyną ich śmierci nie jest marskość wątroby albo skrajne wycieńczenie organizmu ale bardzo często zawał, wylew a jeszcze częściej wypadek (utonięcie, wypadek samochodowy, zaczadzenie, pobicie itp.). Często takie osoby mają piękne nekrologi bo były osobami znanymi, poważanymi, matkami, ojcami lecz ich śmierć była również śmiercią na alkoholizm.

Podsumowując droga do uzależnienia może u każdej osoby wyglądać inaczej lecz trzeba wszystkim osobom pijącym alkohol czy zażywającym inne substancje wiedzieć, że weszli na nią a granica pomiędzy piciem/zażywaniem towarzyskim a uzależnieniem jest płynna i w większości przypadków nie do uchwycenia. Więc albo zorientuję się, że coś jest nie tak długo przed wystąpieniem poważnych problemów i wejściem w pełnoobjawowe uzależnienie albo dowiaduję się o tym, że jestem uzależniony jako ostatni i najczęściej to tak właśnie bywa.

Tak więc zachęcam wszystkich do traktowania terapeuty, psychologa, specjalisty psychoterapii uzależnień jako osoby, która może mi pomóc zobaczyć pewne rzeczy, których być może nie zauważam, a wizyty w ośrodku terapeutycznym jako pomocy, konsultacji w zakresie tego, w którym miejscu na tej drodze do uzależnienia jestem oraz czy już nie zapalają się czerwone sygnały ostrzegawcze, przy których powinienem ostro wyhamować, a być może przekroczona już została granica uzależnienia.

Terapeuta nie jest kimś kto chce „zrobić ze mnie alkoholika”, stygmatyzować na resztę życia, ale ktoś kto może mi pomóc, komu zależy abym uniknął długich lat gehenny oraz niechybnej, przedwczesnej śmierci. Jeśli zaś sami lub nasi bliscy zauważają pewne sygnały, to nie ma na co czekać i udać się po poradę do specjalisty, który zdiagnozuje sytuację i wskaże kierunki działania. Ważne jest, że na każdym etapie uzależnienia można rozpocząć drogę do zdrowienia. Z mojej praktyki pracy z osobami uzależnionymi pamiętam osoby, które rozpoczynały swoją nowa drogę życia z samego dna, wyciągnięci śmierci spod kosy, po długich ciągach picia, mieszkaniu na melinach lub na klatkach. Tacy, którym lekarze nie dawali zbytnich szans na przeżycie a oni przy odpowiedniej motywacji i zaangażowaniu udowadniali, że można nie tylko przestać pić ale trwać w abstynencji i godnie a nawet dobrze żyć i mają dziś po kilka, kilkanaście lat abstynencji.

Jak również coraz częściej w dzisiejszych czasach zgłaszają się osoby, które zauważają u siebie problem bardzo wcześnie, gdy niewiele wskazuje na uzależnienie i można by je zbagatelizować. Jednak zgłaszają się bo „po raz pierwszy urwał mi się film”, „ bo się upiłam”, „bo jednak wsiadłem za kierownicę po dwóch piwach, „bo ktoś z bliskich mi zwrócił uwagę, czy nie za dużo tego piwa”, „bo coraz trudniej jest mi zasnąć, zrelaksować się bez lampki wina lub koniaku” itd. Istotne też jest, że po przekroczeniu granicy uzależnienia z reguły nie ma już powrotu do picia towarzyskiego, kontrolowanego, choroba będzie postępować ale się nie cofnie w sensie odzyskania pełnej kontroli i picia towarzyskiego bez żadnych konsekwencji.

Uzależniony może po jakimś okresie abstynencji próbować kontrolować swoje picie i czasem przez krótszy lub dłuższy czas mu to wychodzi jednak moje doświadczenia są takie, że w 99,9% przypadków te próby kończą się powrotem do sposobu picia sprzed abstynencji a najczęściej choroba przyspiesza i picie się nasila. Pryskają kolejne iluzje, pojawia się żal straconego czasu i jeśli uda się przeżyć trzeba zdrowienie zaczynać od początku.

W kolejnym artykule do lektury którego serdecznie zapraszam chciałbym podzielić się z Wami tym po czym rozpoznać uzależnienie, czym różni się „pijak” od alkoholika, kiedy możemy zacząć mówić o chorobie, jakie objawy o tym świadczą i jak je rozpoznać. Spróbuję wyjaśnić jak to jest, że jeden pije alkohol codziennie i nie jest uzależniony a ktoś inny jest… że można być alkoholikiem pijąc raz albo dwa razy w roku… że może być uzależnionym ktoś, kto nigdy w życiu się nie upił.

Zapraszam do kolejnych rozważań. Z życzeniami pogody ducha M.K.

plansza fazy do pobrania

Podziel się tym postem

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *